Być/pracować sobą – dlaczego i po co terapeuta Gestalt angażuje się osobiście w proces psychoterapii.

W ogólnym dyskursie, kiedy pojawia się temat osobistego zaangażowania terapeuty w proces terapeutyczny, zwykle ukazuje się on w kontekście nadużyć, manipulacji, niedostatecznego przepracowania problemów terapeuty bądź po prostu ogólnego braku profesjonalizmu. Ja jednak pragnę zwrócić uwagę na zupełnie inny – pozytywny – wymiar tego zjawiska, ze szczególnym uwzględnieniem paradygmatu obowiązującego w psychoterapii Gestalt.

Kiedy zostałam po raz pierwszy w życiu mamą, wszystkie tak często słyszane na szkole psychoterapii slogany jak np. „Nie popychaj rzeki”, „Wystarczy uważna obecność” czy nawet słynne „Ja robię swoje i Ty robisz swoje (…) Ty jesteś ty, ja jestem ja i jak się spotkamy to wspaniale, a jak nie to trudno.”, nabrały dla mnie zupełnie nowego sensu. Powiedziałabym nawet, że wtedy dopiero w pełni je zrozumiałam.  Miało to oczywiście niebotyczny wpływ na moją pracę w gabinecie i kontakt z klientami.  Piszę o tym, ponieważ gdyby nie innowacje, jakie wprowadził Fritz Perls do pojmowania i prowadzenia procesu terapeutycznego mój osobisty wkład w proces terapeutyczny choćby nie wiem jak korzystny nie miałby żadnego znaczenia. Ba, nie mógłby mieć miejsca.

Ale zacznijmy od początku. Do połowy XX wieku dominował w psychoterapii paradygmat analityczny. Wiązało się to zarówno z wyznaczonym postrzeganiem relacji terapeutycznej, samego pacjenta (wtedy to był właśnie pacjent), jak i określoną organizacją przestrzenną gabinetu. Ujmując to najkrócej pacjent leżał na kozetce a terapeuta siedział za nim, niewidoczny. Pacjent opowiadał o swoich kłopotach, nadziejach, marzeniach, snach a analityk obiektywnie i bezstronnie interpretował określając, co pacjentowi dolega. Ponad to, wszystko(!) cokolwiek zdarzyło się w relacji terapeutycznej rozpatrywane było w kontekście przeniesienowym – pacjent robił różne rzeczy wobec terapeuty tylko i wyłącznie ze względu doświadczenia i trudności w relacjach z ważnymi osobami w przeszłości.

Twórca psychoterapii Gestalt totalnie przedefiniował te analityczne założenia tworząc zupełnie nowy paradygmat. Perls zwrócił przede wszystkim uwagę na rzeczywisty wymiar relacji terapeutycznej, dziejącej się tu-i-teraz. Zauważył, że człowiek przychodzący do terapeuty nie potrzebuje ekranu do rzutowania swoich projekcji, ale ma w szczególności potrzebę autentycznej relacji i kontaktu z drugim człowiekiem. Tak właśnie się narodziło kluczowe dla psychoterapii Gestalt pojęcie kontaktu. Kontakt to dynamiczny proces ciągłego doświadczania i uświadamiania sobie tego, co dzieje się we mnie oraz z druga osobą (bądź środowiskiem) i jak to na mnie wpływa. To nieustanna interakcja i twórcza wymiana ja-inni. Pojęcie to jest tak istotne w terapii Gestalt m.in. dlatego, że to właśnie dzięki byciu w kontakcie możliwy staje się rozwój i zmiana. Aby jednak taki właśnie kontakt między terapeutą a klientem był możliwy konieczne stało się także przeorganizowanie przestrzeni w gabinecie. Mianowice Fritz Perls, jako jeden z pierwszych zrezygnował z użycia kozetki w trakcie sesji na rzecz dwóch foteli i umożliwiających kontakt wzrokowy. W chwili obecnej jest to już standard w gabinetach wszystkich terapeutów, jeśli nie są analitykami, ale tylko w podejściu Gestalt te dwa fotele stoją dokładnie naprzeciw siebie. Ma to ogromne znaczenie, ponieważ stwarza specyficzną przestrzeń będącą zaproszeniem do spotkania z drugim człowiekiem twarzą w twarz, jak równy z równym, dzięki czemu powstaje możliwość wejścia w autentyczną relację opartą na zaangażowaniu i zaufaniu dwóch stron. Już nie ma mowy o zdystansowanym, obiektywnym terapeucie, który z piedestału swojej wiedzy leczy swoich pacjentów. Wręcz przeciwnie. Terapeuta Gestalt jest subiektywny, zaangażowany i razem z klientem współodpowiedzialny za tworzenie przestrzeni do współpracy. Słowo klient, którym zastąpiono w podejściu Gestalt słowo pacjent w języku polskim nie oddaje w pełni autonomii, równości i odpowiedzialności, jakie niesie ze sobą angielskie słowo ‘client’.

Jak to się mówi w żargonie Gestaltystów – terapeuta Gestalt pracuje sobą. Także aktualnie, kiedy mój syn uczy się chodzić a ja podążam za nim, uważna na sygnały o zmianie kierunku, potrzebie zatrzymania się czy wycofania mam poczucie, że dopiero teraz naprawdę czuję i wiem, co to znaczy być krok za kimś. Kolejna ważna rzecz dla psychoterapeuty Gestalt. Skończyłam szkołę psychoterapii bogata w wiedzę i doświadczenia, ale mój rozwój trwa, tak jak powinien każdego szanującego się psychoterapeuty. Mam jednak to szczęście, że będąc Gestaltystką warsztat mojej pracy nie ubogaca tylko stricte rozwój zawodowy. Oczywiście, jako terapeutka moja odpowiedzialność za wytworzenie takiej atmosfery i relacji, aby możliwy był autentyczny kontakt, porozumienie a w końcu zmiana jest większa na początku procesu terapeutycznego. Jestem jednak równa z klientem w moim człowieczeństwie i cieszę się, że będąc praktykiem Gestalt, kiedy myślę o osobistym zaangażowaniu terapeuty w proces terapeutyczny z całą uważnością i profesjonalizmem mogę być jednocześnie po prostu sobą.

  1 comment for “Być/pracować sobą – dlaczego i po co terapeuta Gestalt angażuje się osobiście w proces psychoterapii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *